Jak dzięki opowieści kupiłem lodówkę

Na co dzień rzadko myślisz o tym, kiedy TO się stanie. A stanie się prędzej czy później. Zazwyczaj w najmniej odpowiednim momencie. Tak przynajmniej było u mnie. Otóż pewnego dnia czekałem jak spragniony wody na długi weekend. Pogoda wprawdzie miała nie rozpieszczać, ale zawsze to parę dni z rodziną. Już plany porobione, już grill gotowy, zrobione zakupy i dzień przed… lodówka odmawia posłuszeństwa!

Nie było rady. W nocy z piątku na sobotę siadłem z żoną i w zupełnie nie planowany sposób musiałem wydać część domowego budżetu przeznaczonego na co innego. Ponieważ czasu było mało to w poszukiwaniach lodówki ograniczyliśmy się do dwóch sklepów internetowych ze sprzętem AGD. I wtedy zacząłem się zastanawiać jak w przypadku sprzedaży chłodziarek działa… storytelling? Czytam właśnie „Narratologię” Pawła Tkaczyka i stąd takie pytanie 🙂

No bo przecież sytuacja była dynamiczna, a my zdesperowani. Nasza decyzja zakupowa zależała bardziej od budżetu i parametrów lodówki, niż od tego, jakie piękne opowieści widzieliśmy. Wybór zawęziliśmy do dwóch niemal identycznych modeli dwóch różnych marek. I wtedy… zadziałało!

Model nr 1, tajemniczej firmy MPM vs. model nr 2 firmy Beko (pomińmy na razie jakość tej ostatniej 😉 ). Jasne, że wzięliśmy Beko, bo jeszcze do dziś słyszę w uszach melodię ze starej telewizyjnej reklamy „ooo Beko, ooo Beko”, tej z kobietą w ciąży, która ma ochotę na lody w środku nocy. A te akurat są w zamrażalniku 🙂

Gdyby film reklamowy Beko był nieciekawy, gdyby nie opowiedział zabawnej historyjki, prawdopodobnie nie zapadłby mi tak w pamięć. A przecież widziałem go w telewizji dawno temu.

Właśnie tak działają dobre opowieści. Ne muszą mówić „kup mnie teraz”, ale pomogą odnaleźć się w gąszczu marek. Oby tylko model, który kupiłem wytrzymał do Pierwszej Komunii moich dzieci, która już niebawem 🙂